Szukaj

31 maja 2017

Nowe rozdziały


Kareena Surabiku zaprasza :3 




Miłość trzeba budować, odkryć ją to za mało


Kareena Surabiku
Rozdział 58.

Sasuke miał minę człowieka, który zastanawia się nad wskoczeniem pod pędzące auto. Ino dziwiła się, że nie wydarł się na Fu, która uczepiła się go jak ostatniej deski ratunku i krzyczała na niego, jakby oczekiwała, że rzuci się na Gaarę i powstrzyma go narażając się na jego ciosy. Ona sama ewidentnie bała się do niego podejść.
Chłopak z klubu już nawet przestał osłaniać się rękami, z jego ust sączyła się krew. Mógł mieć uszkodzone narządy wewnętrzne, ale Gaary to nie otrzeźwiło.

***

The silent scream — SasuSaku


Okeyla
Rozdział 6

— O, mają ramen z miso — zauważył z ulgą, choć byłem pewien, że nie pogardziłby żadną inną odmianą tak ukochanej zupy. Niemniej jednak bez zastanowienia postawił na tę, która najbardziej przypominała mu o domie.
Wtem rozległ się krzyk z daleka. Krótki, nieustannie powtarzany, paniczny. Nic dziwnego więc, że wywołało to niepokój i zamieszanie, kiedy wystraszony przybysz, zdyszany oraz zmęczony, oznajmiał wciąż: morderca! Wyraz twarzy, strużki potu na czole, czy nerwowe zaciskanie pięści na jasnej tunice, uwiarygadniały słowa mężczyzny w średnim wieku.
Sakura dygnęła, a Naruto, pożegnawszy się z zamiarem zjedzenia, doskoczył do obcego — być może mieszkańca Piasku.
Rzuciłem wzrokiem na zebranych wokół, nie dostrzegając ani jednego ninja. Tak przynajmniej wywnioskowałem, widząc u każdego jedynie przerażenie na wieści przyniesione tak niespodziewanie. Nikt nie zachowywał zimnej krwi. Przecisnąłem się więc przez tłum, ciągnąc za ramię Haruno. Stanęliśmy tuż przy Uzumakim.
— Krew, krew! Ciała, dużo krwi! — wykrzykiwał wciąż, chyba nawet nie zauważając stojących przed nim shinobi. — On ma topór! Ogromny topór, cholera!

***

Po prostu daj mi powód, aby moje serce nie przestało bić


Misae
Rozdział 8

Rozejrzał się leniwie po arenie, która pękała w szwach. Nie zamierzał nawet zakrywać dłonią ust by zasłonić swoje donośne ziewnięcie. Jakie to wszystko było upierdliwe.
Upierdliwe było to, że musiał tak wcześnie wstać – organizowanie egzaminu na godzinę dziewiątą powinno być zakazane przez jakieś z praw wioskowych i karane grzywną prac społecznych czy czegokolwiek zapragnęliby ci grzejący stołki.
Upierdliwe było to, że musieli czekać na pozostałych. Skoro on był w stanie być punktualnym, to dlaczego, aż trójka jego przeciwników nie mogła? No dobra. Naruto był zwolniony z konieczności przychodzenia na czas – nikt tego od niego nie oczekiwał, ale Sasuke i Misae? Ta dwójka powinna jako pierwsza zbierać chwałę i blask areny bo przecież to dla nich przyszła większość widzów.
No tak. Kolejna upierdliwa sprawa… ta wypełniona do ostatniego wolnego miejsca arena z powodu dwójki geninów. Darło się to, hałasowało… no i jeszcze oglądało i oceniało każdy najmniejszy ruch. Kłębili się jak mrówki w mrowisku by zobaczyć ostatniego z klanu Uchiha i pierwszą Sanae biorącą udział w egzaminie. Nawet jego własny ojciec, szanowny pan Nara, którego z trudem dowlókł dzień wcześniej do domu teraz siedział ze swoimi koleżkami w jednym z pierwszych rzędów i starał się jakimś specyfikiem w butelce zmniejszyć ból głowy. Kac nie wybiera i kac nie ocenia… a każdego chętnie złapie w swoje sidła. Nie żeby Shikamaru czuł potrzebę bycia w centrum zainteresowania, ale miło by było być czasem docenionym. O ile przyjemniej by mu było ze świadomością, że ktoś wyczekuje na jego walkę.

***

Historie spod mojego pióra


Saydovur
Rozdział 22

Choć słowa Gaary wzbudziły lekki niepokój u Sasuke, ten nie zamierzał się poddać. Święcie wierzył, że jest w stanie go pokonać, dlatego przyjął pozycję bojową. Szatyn zamknął na chwilę oczy, a gdy je otworzył, błysnęła w nich czerwień Sharingan’a. Gaara nie przestawał go obserwować z szaleńczym uśmiechem, aż powtórnie się odezwał:
- Przygotuj się na śmierć. – rzekł złowrogo i ruszył w stronę Sasuke. Nie zdążył jednak zrobić trzech kroków, gdy nagle przy genin’ie pojawili się jego przyjaciele.

***

I'll leave my kiss with you


Blue_Bell
Chapter twelve.

– Sakura. – Usłyszała głos z prawej strony i zanim zdążyła zareagować, została popchnięta na ścianę budynku. Uderzyła głową o mur. Poczuła narastającą w niej panikę. Kiedy próbowała krzyczeć, duża, szorstka dłoń zakneblowała jej usta. Wzdrygnęła się, gdy zobaczyła twarz napastnika. Zaklinała się w myślach, że musiała wyjść akurat tylnymi drzwiami. Miejsce było słabo oświetlone i im bardziej w głąb, tym większy panował mrok. Delikatnie światło księżyca niewiele pomagało, ale zdołała rozpoznać twarz mężczyzny.

***

Szept szaleństwa budzi demony ciemności


Nobie
Rozdział 13 ~ Demon w ludzkiej skórze

Łączy was więź — mruknęło alter ego.
Poczuł mocne kłucie w prawym boku. Zaraz potem zabolała go lewa ręka, by po chwili stracić w niej czucie. Przeklął siarczyście pod nosem. W głowie pojawił się obraz Sakury powalonej na ziemię przez Eizo. Myśl ta wywołała w nim wiele sprzecznych emocji. Najsilniejsze jednak przejęły kontrolę. 
Z nosa ponownie pociekła krew jak przy niewidzialnym uderzeniu.
Łączy was więź.

***

[saving light]


sissi
[Trzecia zmiana] ONESHOT (Part.1)

- Mamy problem - odezwał się nagle Pein, szef baru nocnego 'Akatsuki'. Uchiha wraz z Hoshigaki'm spojrzeli na niego uważnie - Kakuzu i Hidan zrezygnowali - oznajmił.
- Jak to? - zapytał zdziwiony Kisame.
- Normalnie - westchnął rudowłosy i zastanowił się chwilę - Musimy poszukać kogoś na ich miejsce - zadecydował.
- Myślisz, że to takie proste? - rzucił drugi z barmanów, Itachi.
- Nie mamy innego wyjścia. We trzech sobie nie poradzimy, a Deidara z Sasori'm wracają z urlopu dopiero za tydzień. No a Konan, sami wiecie - skwitował kolczykowaty, kierując swe myśli w stronę ciężarnej narzeczonej.
- Yahiko ma rację - wtrącił karooki - Nie damy rady sami tego ogarnąć. Potrzebujemy kogoś do pomocy i to jak najszybciej, dlatego jeszcze dzisiaj zrobimy kartki informacyjne - na tym zakończyli temat.
Rano, kiedy wszystko mieli już gotowe, rozdzielili ulotki między sobą i zamykając lokal, ruszyli w różnych kierunkach miasta...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Z nami